Dwa celne strzały, dwa gole i nic z tego. Radomiak przegrał po raz kolejny
Debiut Johna Carvera przy Struga 63 zakończył się tak, jak wiele innych wieczorów Radomiaka w tym sezonie: dobrym otwarciem, walką o wynik i ciosem w ostatnich sekundach. Motor Lublin wygrał 3:2 po golu w trzeciej minucie doliczonego czasu i zepchnął Zielonych do strefy spadkowej.
3 minuty czytania

Były w tym meczu rzeczy, które naprawdę się podobały. Były takie, po których chce się wyłączyć telewizor. I jest wynik, który boli najbardziej, bo przez większość wieczoru wyglądało na to, że Radomiak wyszarpie z tego spotkania przynajmniej punkt.
Stały fragment i prowadzenie
Początek należał do gości. Motor wszedł w mecz agresywnie, próbował odbierać piłkę wysoko i szybko zaczął zbierać za to żółte kartki, w pierwszej połowie aż cztery. W 20. minucie Lublinianie już się nawet cieszyli po dobitce Mbaye Ndiaye, ale sędzia słusznie odgwizdał spalonego.
Cztery minuty później prowadził Radomiak. Rafał Wolski dośrodkował z rzutu rożnego, a Filip Koperski wykończył akcję i dał gospodarzom prowadzenie. Zaraz potem mogło być 2:0, bo Ronaldo Lumungo szukał kolegi w polu karnym, ale podanie przeciął Bartosz Bereszyński.
Do przerwy utrzymał się ten jeden gol, choć kto patrzył tylko na statystyki, mógł mieć wątpliwości, kto tu właściwie prowadzi.
Statystyki, które mówią wszystko
Bo liczby po meczu wyglądają brutalnie. Radomiak oddał sześć strzałów, z czego dwa celne. Motor dwadzieścia dwa, w tym jedenaście celnych. Oczekiwane gole: 0,90 do 2,60. Filip Majchrowicz obronił siedem razy, bramkarz gości ani razu nie musiał interweniować przy celnym uderzeniu.
Innymi słowy: Zieloni zdobyli dwie bramki po dwóch celnych strzałach. Skuteczność absolutna, tylko co z tego, skoro po drugiej stronie rywal bombardował bramkę przez dziewięćdziesiąt minut.
Druga połowa: Motor dociska
Po przerwie Lublinianie po prostu robili swoje. W 50. minucie Rony Lopes, debiutujący w wyjściowym składzie Motoru, huknął z dystansu, Majchrowicz zdołał zbić piłkę, a dobitka Ndiaye poszła nad poprzeczkę. Trzy minuty później Senegalczyk już nie wybaczył. Po odbiorze piłki w środku pola Makan Aiko podał mu na dogodną pozycję i było 1:1.
W 70. minucie zrobiło się jeszcze gorzej. Karol Czubak, który przez większość meczu był praktycznie niewidoczny, sam wywalczył rzut karny po faulu Roberto Alvesa i sam go zamienił na gola. Motor prowadził, a Radomiak miał dwadzieścia minut na reakcję.
I ta reakcja przyszła
W 80. minucie Zieloni znów zrobili to, co wychodziło im tego wieczoru najlepiej, czyli ugrali coś ze stałego fragmentu. Krótkie rozegranie, dośrodkowanie Ibrahimy Camary i głowa Steve’a Kingue. 2:2 i stadion wierzył, że da się dowieźć ten punkt do końca.
Nie dało się. W trzeciej minucie doliczonego czasu, znowu po rzucie rożnym, piłka odbiła się od Filipa Koperskiego i trafiła wprost na głowę Christophera Simona. Ten sam Koperski, który otwierał wynik meczu, pechowo przyłożył rękę do porażki.
Co z tego wynika
Krótko: Radomiak spada do strefy spadkowej, a Motor się z niej wydostaje. Taki jest rachunek tego wieczoru.
Trudno też udawać, że to była tylko kwestia pecha w ostatniej akcji. Dwadzieścia dwa strzały stracone u siebie to nie przypadek, podobnie jak xG na poziomie 2,60 dla przyjezdnych. Carver mówił przed meczem, że jest dopiero na początku procesu, i chyba trzeba mu wierzyć na słowo, bo w defensywie ten zespół nadal wygląda tak samo kruchy jak przed przerwą reprezentacyjną.
Plusy? Dwa gole po stałych fragmentach, charakter przy odrabianiu strat i Majchrowicz, który uratował Radomiaka co najmniej kilka razy. To jednak zdecydowanie za mało, by cokolwiek świętować.
Radomiak Radom - Motor Lublin 2:3 (1:0)
Bramki: Koperski 24', Kingue 80' - Ndiaye 53', Czubak 70' (karny), Simon 90+2'



